Bez kategorii, Uncategorized

Karol May – wszyscy kiedyś czytali

Kto nie czytał Karola Maya? Chyba wszyscy w młodości musieli zmierzyć się z tym niemieckim pisarzem piszącym o Dzikim Zachodzie. Oczywiście kiedy już się dorastało, to nie tylko historie, ale język zaczynał trochę już nudzić, bowiem nie jest o literatura wielkich lotów. Niemniej wspominam o Winnetou i innych książkach Karola Maya z wielkim sentymentem w głosie, wszak na tych książkach przygodowo-awanturniczych się wychowałem, fascynowałem się przygodami wodza Apaczów i jego białego brata.Co w Karolu Mayu było najlepsze? To, że z wielką łatwością tworzył niezwykle intrygi, cały czas prowadził akcje na całkiem wysokim poziomie i cieszył wydarzeniami oaz tym, ze bohaterowie zawsze wygrywali, czarne charaktery zawsze przegrać musiały. A że hultajstwa na dzikim Zachodzie było tak wielu, to łatwo wywnioskować, że tematów do opowieści nie brakowało. I tutaj kolejna ciekawostka: Karol May nigdy w Ameryce nie był nigdy Dzikiego Zachodu nie widział na własne oczy, a pisał o nim tak, jak gdyby był stałym bywalcem i wszyscy czytelnicy w to szczerze wierzyli.Do dnia dzisiejszego posiadam na półce wydania zeszytowe książek Karola Maya. Może nie sięgam już do nich z tak wielką fascynacją, ale kto wie, co przyniesie starość. Bez wątpienia jestem sentymentalny i jeśli zatęsknię za latami dzieciństwa, to pewnie sięgnę po książki Karola Maya i znów skryją siew świecie kowbojów i Indian. I nie wątpię, że znów pojawi się tutaj trochę radości.